Na co chory? Na szczęście!

Posted on 26/12/2009 - autor:

9


Trwa batalia, toczona między Ministerstwem Zdrowia w osobie Ewy Kopacz a Rzecznikiem Praw Obywatelskich Januszem Kochanowskim. O co? O zdrowie ludzi. Tym razem w ruch poszły ciężkie działa.
Jakiś czas temu pisałem o sprawie i dziwiłem się, że RPO sieje w mediach panikę i straszy panią minister, a nie chce mu się przeczytać do końca pewnego przepisu KK lub chociaż zastanowić głębiej nad swym postępowaniem. Potem (dziwnym trafem) okazało się, że jeden z jego doradców ma powiązania z firmami farmaceutycznymi. Już to rzuca dziwne, acz nieprzyjemne światło na całą sprawę. Rzecznik w końcu poszedł do Prokuratury i doniesienie złożył. Może i nie rzuca słów na wiatr, ale brnie w pisowską (i swoją) głupotę z uporem godnym lepszej sprawy. Ze względu na osobę doradcy nie pytam, czy jego podejrzeń nie wzbudził fakt, iż Brytyjczycy lub Irlandczycy próbują się pozbyć zakupionych partii szczepionek, a we Francji wiąże się je z pewnymi schorzeniami neurologicznymi. Co tam, takie błahostki nie przeszkadzają rzecznikowi, kiedy trzeba walczyć o sprawę. Dla niej warto się nawet poświęcić.
Jak bardzo? Otóż drodzy państwo, ombudsman stanie się męczennikiem, leży bowiem powalony świńską grypą, o czym oznajmia wszem i wobec na twitterze. Czy na pewno leży i czy to przypadkiem nie (bardzo podobna w objawach) grypa sezonowa, Kochanowski nie wyjaśnia. Czemu nie spróbował się zaszczepić za granicą, do czego wzywał innych, też nie wiadomo. Teraz jednak będzie miał koronny argument przeciwko minister Kopacz. Który to argument… z nieba mu spadł. Ten zbieg okoliczności jest cokolwiek dziwny, podobnie jak dziwna jest granicząca z ekshibicjonizmem ochota, by informować o tym całą Polskę. Stąd tytuł, bo nie życzę panu Kochanowskiemu źle. Przeciwnie, życzę mu powrotu do zdrowia, ale mam nieodparte wrażenie, że wiadomość o chorobie bardziej rzecznika ucieszyła niż zmartwiła.
Ta medialna grypa jest na tyle „fortunna”, że chętnie zobaczyłbym jakieś zaświadczenie od lekarza, że RPO rzeczywiście na nią zapadł. Po czerwcowej farsie z „pokrzywdzoną” Anną Cugier-Kotką chciałbym się bowiem przekonać, jak naprawdę sprawy stoją i czy znowu sprawa się spektakularnie nie sypnie, gdy tylko sprawdzi się głównego bohatera. Ciekaw jestem też, czy rzecznik ma świadomość tego, jak bardzo ryzykuje swoją reputacją. Nie warto bowiem dla cudzej gry politycznej, tym bardziej gry prowadzonej przez osobę będącą już raczej gasnącą gwiazdą, wchodzić w tak głębokie pakty i narażać tego wszystkiego, na co się w życiu ciężko zapracowało. A męczenników z góry przegranej sprawy rzadko kiedy traktuje się inaczej niż głupców.

Reklamy
Posted in: polityka, Polska