Hucpa, gasnące gwiazdy, lekki niedosyt i parę próśb

Posted on 30/12/2009 - autor:

1


Moje (osobiste) podsumowanie roku będzie jutro, a dzisiaj polityczne. Cóż, było ciekawie, gorąco i głośno. Dalej jest, w sensie nie tylko metaforycznym. Były nadzieje i obawy, acz nie wszystkie się spełniły. Wrzaski – norma. Mniej lub bardziej spektakularne i znaczące skucesy i klęski – również. Ogólnie nie było źle, ale mogłoby być lepiej. Z tym że od trybu życzeniowego do rzeczywistości z reguły długa i wyboista droga.
Ale do rzeczy. Tradycyjnie Rosja porobiła cyrki z gazem i jak zwykle otarło się o nas i o innych „niepokornych sąsiadów”. Postrzelali się trochę Izraelczycy z Palestyńczykami, postrzelali się też Rosjanie z Gruzinami. Olimpiada w „państwie środka” obyła się bez większych żalów w sprawie Tybetu, bo tak zwykle jest, że wszyscy klepią tego Dalajlamę po plecach i ubolewają nad jego sytuacją, ale na tym się kończy. KRLD postraszyło świat nieudolną rakietą i praktycznie nic z tego powodu nie wynikło. Castro dalej żyje, Kim też, Chavez wciąż leci na ropie, a somalijscy piraci dalej hulają w najlepsze. Barack „Zmiana” Obama otrzymuje pokojowego Nobla za to, że do tej pory nie rozpętał wojny nuklearnej , i za to mu serdecznie dziękujemy – bo poza tym to kompletnie nie ma powodu. Nie ma nas w Iraku, jesteśmy w Afganistanie, a wiz dalej ani widu, ani słychu.
W kraju – minister sprawiedliwości zmienił się z dobrego na złego i potem na kolejnego dobrego. Wujek Sam dał sobie spokój z tarczą, dzięki czemu nie psuje nam relacji z Moskwą. PiS po raz enty traciło miesiące na tworzenie pozytywnego wizerunku, który znowu bezrefleksyjnie Jarosław rozpirzył (bo to raz) po krótkiej chwili trwania tej maskarady, której i tak nikt nie kupił. Eurowybory utrzymały status quo i obnażyły słabość opozycji, która chyba nawet nie zwróciła uwagi, iż nie walczyło się o parlament krajowy, tylko europejski. Jesteśmy wysepką wzrostu w oceanie kryzysu, który stopniowo zaczyna się uspokajać. Ci będący w centrum uwagi z reguły starają się pokazać (nie wykazać), a ci z ubocza wariują i szukają zainteresowania. Lewica na dobre udowadnia, że jest albo pogrobowcem „partii”, albo wręcz archetypem „ciamciaramci”. Może jeszcze przystawką PiS, ale tu też równia pochyła. Obudził się Mariusz Kamiński z CBA i napisał na kolanie parę aferalnych scenariuszy. Już bez „czułego Tomka”, który dał się zdekonspirować, ale i bez tego są słabe i mało efektywne. Jest Traktat Lizboński, który podpisał, a potem zakwestionował Brat Swego Brata, dalej nie wychodzący z tej roli. Bitwa o Belweder w ostatnich przygotowaniach. Rozdzielona prokuratura i rząd. Tylko dalej nie ma reformy finansów, KRUS-u, mediów, służby zdrowia czy choćby realizacji starań o państwo nieoplątane klerem (do tej pory nie rozumiem, jak ludzie mogą za „religię pokoju” uważać wyznanie, które ma za symbol narzędzie egzekucji), ale… mogło być gorzej. Przynajmniej jest trochę spokojniej. Aha, jest epidemia „świńskiej grypy” i nadzieje polskich kibiców futbolu, że dno już osiągnięte i gorzej być nie może. Kadra bowiem pokazała, że może przegrać z prawie każdym, a i kluby krajowe sprawiły, że Europa z nas kpi.
Co na następny rok? Panie Smuda, nie zmarnuj pan tych nadziei. To po pierwsze. Panie Lato, obudź się pan wreszcie i zadbaj o polski futbol. Panie Napieralski, daj pan sobie spokój i przestań pan dobijać swoją indolencją polską lewicę albo weź się w garść. Panie Tusk, więcej inicjatywy i zdecydowania, albo się pan zawiedziesz. Panowie Kaczyńscy – na emeryturkę, nawet razem, byle z dala od polskiej polityki. Co dla reszty – obserwujcie, myślcie i wyciągajcie wnioski, a potem podejmujcie mądre i przemyślane decyzje. Bo choćby ze względu na wybory prezydenckie (i potem parlamentarne) rok 2010 będzie ważny. Oby nie został zmarnowany.

Reklamy
Posted in: futbol, polityka, Polska, sport