Nieco czarny PR

Posted on 28/02/2010 - autor:

2


Ileż to ja razy słyszałem zdanie typu: Jaruzelski pokazał, jaki prezydent nie powinien być, Kwaśniewski pokazał, jaki powinien być prezydent, Wałęsa pokazał, iż każdy może być głową państwa, Kaczyński udowodnił, że jednak nie każdy… Radosław Sikorski najwyraźniej śmiał się z tego dowcipu, bo mocno na nim bazuje. Minister Spraw Zagranicznych postanowił bowiem wziąć sprawy w swoje ręce i ruszył w Polskę, aby walczyć o poparcie swoich partyjnych kolegów w wyścigu o kandydaturę.
Być może na ministra podziałały ostatnie „rewelacje” braci na temat jego aktywności w pisowskim rządzie. Rzekome haki okazały się wydmuszką, niemniej Sikorski zdaje się czuć urażony całym zamieszaniem. Słowa, które podczas wizyty w Bydgoszczy padły z ust ministra, skierowane są przeciwko obecnemu prezydentowi. I miejscami trąci to kampanią negatywną. Aż się ciut niesmacznie robi.
Zgodzę się z twierdzeniem, iż na 90% w drugiej turze wyborów dojdzie do starcia między kandydatem PO a Lechem Kaczyńskim, uzasadnione jest zatem działanie obliczone na efekt „nie dopuścić do drugiej kadencji”. Stąd mamy wyliczanie wad Kaczyńskiego i przeciwstawianie im swych obietnic, które po części nawet niekoniecznie są obietnicami, wszak mamy do czynienia z osobą, która od dobrych dwóch lat reprezentuje Polskę na arenie międzynarodowej – takie jest bowiem zadanie Ministra Spraw Zagranicznych. Fakt, obecnego lokatora Pałacu krytykuje się za rozdęte wydatki, małostkowość, obsesję podkreślania własnej ważności, konfliktowość, ustawiczne koncentrowanie się na przeszłości, brak obycia towarzyskiego, elokwencji czy uzależnienie od zaplecza politycznego. Zgodzę się tu tak z Sikorskim, jak i każdym, kto zarzuci to Kaczyńskiemu. Niemniej głowie państwa należy się szacunek i jakkolwiek nielubiana byłaby ta postać w kręgach PO, to słowami o „zgrywaniu zucha i wałęsaniu się po Kaukazie” czy „byciu małym” kandydat na kandydata przesadził. A już na pewno nie na miejscu było nawoływanie do wznoszenia okrzyku „Były prezydent Lech Kaczyński”.
Trochę pozytywnych obietnic też było – na przykład dokończenie pełnej profesjonalizacji armii lub wyjście z Afganistanu. O ile to drugie jeszcze od niego w większym stopniu zależy, o tyle zmiany w wojsku mniej. „Nową twarz naszego kraju” Sikorski też rzeczywiście może pokazać, ale i tak mieliśmy pewną nutkę populizmu, żerującą na cokolwiek błędnym przeświadczeniu społeczeństwa, iż prezydent ma znaczący wpływ na politykę wewnętrzną.
Trochę dzisiaj zachwiało się moje przekonanie o kulturze ministra i jego opanowaniu. Mam wrażenie, iż dał się ponieść emocjom i zaszarżował słownie – tak jak wtedy, kiedy mówił o „dorzynaniu watahy”. Nie przynosi mu to dobrej prasy, wręcz przeciwnie. Świadczy to za to o zbyt emocjonalnym stosunku Sikorskiego do Kaczyńskich. Takie spojrzenie na przeciwnika politycznego – przynajmniej na pierwszy rzut oka – właściwe jest raczej braciom K. i ich poplecznikom, od których Sikorski tak bardzo próbuje się odróżniać in plus. Okazuje się jednak, iż na tym polu różnice nie są aż tak wielkie. Szybko może się pojawić niezbyt miły dla ministra wniosek, iż także w innych kwestiach nie prezentuje się dużo lepiej od aktualnego prezydenta. To z kolei jego szansom najlepiej nie wróży. Przydałby mu się kubeł zimnej wody na głowę i trochę opanowania, tym bardziej że podobno to marszałek Komorowski na obecną chwilę prowadzi w tym wewnątrzpartyjnym wyścigu. Szkoda byłoby przegrać przez zbyt długi język i zbyt gorącą głowę.

Reklamy
Posted in: polityka, Polska