Jedni idą naprzód, drudzy znikają

Posted on 23/11/2010 - autor:

5


Secesjonistów z PiS jest już na tyle sporo, że mogą stworzyć klub poselski. Powoli, kolejno, konsekwentnie, zniechęceni sposobem potraktowania przez Kaczyńskiego dwóch posłanek pisowscy posłowie i posłanki opuszczali klub oraz partię. Ziarnko do ziarnka, zebrało się piętnaście osób.
Joanna Kluzik-Rostkowska, Elżbieta Jakubiak, Paweł Poncyljusz, Jacek Pilch, Tomasz Dudziński, Jan Ołdakowski, Lena Dąbkowska-Cichocka, Zbysław Owczarski, Adam Gawęda, Jan Filip Libicki, Jacek Tomczak, a także Wojciech Mojzesowicz, Andrzej Walkowiak, Kazimierz Hajda i Wiesław Kilian tworzyć mają nowy klub poselski o nazwie „Polska jest najważniejsza”. Oprócz tego w odwodzie są jeszcze europosłowie Kamiński, Bielan, Kowal i Migalski. Z ust głównej postaci w tym nowym ciele padają słowa o byciu „dobrą, rzetelną, rozsądną i twardą” opozycją, bo takowej Polska ma potrzebować. Słusznie, bo PiS, z którego wywodzą się wchodzący w skład nowej grupy posłowie, spełnia co najwyżej warunek „twardej” opozycji, niestety w sensie twardogłowej i nieustępliwej, niezdolnej i nieskorej do kompromisów czy ustępstw.
Czego po nowym klubie możemy wymagać? Ja osobiście mam nadzieję, że ów klub dorośnie do swojej deklaracji i rzeczywiście pokaże coś wartościowego. Dobra opozycja to taka, która nie tylko krytykuje, ale wskazuje też co i dlaczego jest według niej niedobre, wysuwając też własną alternatywę. Taka, która nie tylko patrzy rządowi na ręce, ale i stara się coś poprawić. Taka, która nie czeka na ruch koalicji, ale sama działa i pracuje na rzecz dobra wspólnego. Nie sztuką jest bowiem, jak się przez trzy lata przekonaliśmy, stawać okoniem, blokować i ogłaszać, że pomysły rządu są fatalne. Problem w tym, że innych pomysłów było jak na lekarstwo.
Marzy mi się grupa, która nie tylko zdoła wytknąć rządowi braki i zaniedbania, ale również da do zrozumienia konkurencji, że samo narzekanie to za mało. Narzekać to mogę i ja tutaj, przy biurku i z dala od Parlamentu, ale to nie mnie wybrano w skład organu uchwalającego prawo w Polsce i nie mnie płacą ciężkie pieniądze za przyczynianie się do tego, by kraj się rozwijał. Od ludzi, których wybrano, wymaga się czegoś więcej. Być może Joanna Kluzik-Rostkowska i jej współpracownicy pokażą, że opozycja może nie tylko ględzić i przeszkadzać. Ona sama uchodzi zresztą, a przynajmniej stara się uchodzić, za specjalistkę od polityki socjalnej. Teraz jest czas, by wykazała się. Od tego zależy jej byt w następnym Sejmie. Małe i nowe frakcje muszą bowiem dołożyć wszelkich starań, by wywalczyć wynik dający im ów sejmowy byt.
Pod tym względem rozczarowuje Janusz Palikot, który po wyjściu z PO… zgasł. Nie widać go, nie słychać. Poseł z Lublina nie wykazuje ułamka tej aktywności, co odszczepieńcy z PiS. Miała być nowa jakość, coś lepszego i nowego, tymczasem po wstępnym hałasie temat znikł z ust i ekranów. Nie udało się Palikotowi przyciągnąć ani Kalisza, ani Kluzik-Rostkowskiej. Być może chce on odciąć się od starych i opatrzonych twarzy, lansując nowych, młodych, zdolnych i chętnych… problem jednak w tym, że u niego samego nie widać chęci, przynajmniej w porównaniu z grupą rozłamowców. Aktywnością i zapałem w walce o istnienie kluzikowcy mogą Palikota zawstydzić. On od czasu do czasu coś tam powie i w zasadzie tyle o nim słychać. Słabo jak na kogoś, kto jeszcze niedawno miał takie wielkie plany i ogłaszał je wszem i wobec. Czyżby słomiany zapał?
Inna sprawa, że Janusz Palikot jest osobą zamożną. On ma z czego żyć i nie potrzebuje diety poselskiej, by pociągnąć finansowo. Może się tym samym skoncentrować na służbie publicznej i staraniu o własną nową jakość. Może, ale tego nie robi. Będąc w klubie PO Palikot był dużo widoczniejszy w mediach i polityce. Wtedy podobno musiał się krygować i hamować. Wolny od klubowych ograniczeń, nagle stracił głos. Gdybym był sympatykiem jego ruchu, mógłbym czuć się zawiedziony, choć może z zewnątrz nie widać wszystkiego. Tyle że na tle renegatów z PiS widać wyraźnie, że Palikot nie robi wszystkiego, by się wybić i wykreować własny twór polityczny na tyle, by w przyszłorocznych wyborach był on czymś więcej niż języczkiem u wagi, mieszczącą się w błędzie statystycznym płotką, wyborczą egzotyką lub jeszcze jednym przykładem straconej szansy. Szkoda, nie jest to bowiem człowiek w ciemię bity. Palikot ma pomysły, energię, chęć i środki, aby działać. Przynajmniej tak sądziłem do tej pory.
Czas ucieka, a obecna ordynacja wyborcza, bezlitośnie poprzez klauzulę zaporową 5%, tnie zbyt małych, aby sami sobie zapewnili mandat poselski. Trzeba się grupować i pokazywać, wyrabiać sobie markę i ze wszystkich sił starać się o głosy wyborców. Dla świeżych i małych, jak klub „Polska jest najważniejsza” oraz Ruch Poparcia Palikota, bycie aktywnym i widocznym jest sprawą pierwszorzędną, duże i stare ugrupowania nie muszą bowiem tak się pokazywać, by wejść do Parlamentu. Z dwójki najgłośniejszych wyłomowców tylko jedna osoba naprawdę chce i stara się, by istnieć w Sejmie. Dodatkowo biorąc pod uwagę, że grupa skupiona wokół tej aktywnej osoby nie zamierza ratować pana kiedyś aktywnego, ten ostatni musi wziąć się do pracy, albo następny Sejm będzie już bez niego. Na jego własne życzenie.

Reklamy
Posted in: polityka, Polska