Czy to już koniec?

Posted on 15/01/2011 - autor:

12


Sprawa katastrofy smoleńskiej, niezależnie od źródła samego zdarzenia, to bardzo ponura i nieprzyjemna konsekwencja zderzenia z rzeczywistością masy zaniedbań, niedociągnięć i chorych ambicji. Mamy zdarzenie, które zaowocowało śmiercią 96 osób, a którego – powiedzmy to sobie szczerze – dało się uniknąć. Bo można było. Choćby przez zaplanowanie i przygotowanie przelotu lepiej lub udanie się na inne lotnisko. Feralny lot jest też, niestety, pożywką dla chorych ambicji. Ewidentnie bowiem widać, iż oprócz oczywistego interesu rodzin ofiar w ustaleniu okoliczności katastrofy istnieje również pęd do ugrania na sprawie politycznych korzyści, na przykład wybielenia osób, które nie nadawały się na swoje stanowiska oraz przeforsowania odpowiedzialności innych osób. Sprawa trwa i część procedury jest już zamknięta.
Zakończył prace MAK, skończyła je również rządowa Komisja Państwowa w Rosji, ktorej przewodniczył premier Putin. Wnioski – dla jednych skandaliczne, dla innych po prostu dyskusyjne, dla jeszcze innych zrozumiałe i akceptowalne. MAK w zasadzie pominął kwestie przyczynienia się rosyjskich kontrolerów lotu do katastrofy, a rządowa komisja nie miała innego punktu widzenia. Dziwne zresztą, by miała, skoro przewodnicząca MAK Tatiana Anodina wchodziła w skład komisji Putina. Jest tu sporo polityki, sama Anodina zresztą bardziej jest ekspertem niż politykiem. Polska strona oburza się i krytykuje tezy raportu, tak samo jak brak niektórych wątków, niemniej teraz to już kwestia ustaleń rosyjskiej Prokuratury. Dodatkowo telefonicznie rozmawiali ze sobą prezydenci Polski i Rosji… i nic z tej rozmowy nie wynikło.
Pytanie, na ile pomijający wiele kwestii, a sporo poruszający w sporny sposób raport MAK stanowić będzie podstawę do finalnych ustaleń śledztwa? Niejasności i niezgodności są bowiem liczne i istotne. Choćby udział wieży w całym zdarzeniu czy komenda „Odchodzimy”. To trzeba rozwiązać. Na razie bowiem ustalono, że polscy piloci popełnili tragiczne w skutkach błędy. Nie będę robił za eksperta, bo nie znam się na lotnictwie w sposób wystarczający do stwierdzenia ponad wszelką wątpliwość, czy owa komenda była wydana w odpowiednim czasie czy za późno, tyle że rzeczywiście w kokpicie prezydenckiej „tutki” było coś nie tak. Niemniej sytuacja, w której jedynie po polskiej stronie miałoby dojść do katastrofalnych w skutkach błędów, a po stronie rosyjskiej wszystko byłoby w najlepszym porzadku i zgodnie z procedurą, wydaje się co najmniej mało prawdopodobna. Zaznaczam, że nawet w przypadku stwierdzenia błędów obsługi wieży nie oznacza to jeszcze z uporem maniaka lansowanej przez niektóre środowiska tezy o zamachu. Tutaj bowiem, mimo licznych prób zespołu specjalnej troski Antoniego Macierewicza, jego pryncypała i jemu podobnych, argumenty za opierają się w zasadzie na oderwanych od rzeczywistości spekulacjach.
Ale co teraz? Strona polska nie jest zadowolona z treści ustaleń MAK i zgłaszała swoje uwagi, które zostały w większej części zignorowane. Pozostaje te uwagi stawiać rosyjskiej Prokuraturze, również wraz z odpowiednimi wnioskami dowodowymi. Tu na dobrą sprawę jest jedyna droga. Bo którędy inaczej? Nie ośmieszajmy się, prosząc o arbitraż międzynarodowy, bo jeszcze niedawno wyśmiewano Macierewicza, gdy wyskakiwał z takim pomysłem. Komisje śledcze zrobią z tematu jeszcze większą hucpę niż obecna, a do ustalenia prawdy nie przyczynią się wcale. Co najwyżej mogą być ukierunkowane na cel taki jak obecnie ma opozycja – aby spadły głowy członków rządu. Ale czy w rzeczywistości o to powinno chodzić w tej sprawie?

Reklamy
Posted in: Europa, polityka, Polska