Węża brak

Posted on 02/05/2011 - autor:

12


USA to kraj, któremu mocno zależy na byciu „policjantem świata” i trzymaniu w szachu innych krajów. Czasem im to wychodzi, innym razem dość niezdarnie albo mało wiarygodnie, zwłaszcza gdy się wcześniej wyhodowało zagrożenie samemu. Przecież to Waszyngton aktywnie wspierał Husseina, zanim ten się obrócił przeciwko swoim dobroczyńcom; Waszyngton przymykał oczy na ekscesy libijskiego dyktatora; Waszyngton pomagał też walczącym w Afganistanie z Armią Czerwoną mudżahedinów, wśród których był niejaki Osama Ibn Laden, znany jako przywódca Al-Kaidy.
Obecnie to już były przywódca, bo kiedy jedni jarali się świętem pracy, a inni beatyfikacją poprzedniego papieża, Amerykanie przeprowadzili akcję militarną i wysłali Osamę w zaświaty. Znaleziono go na terenie Pakistanu, po prawie 10 latach intensywnych poszukiwań. Wreszcie zakończyły się one sukcesem.
Tyle że trochę słaby jest ten sukces. Po pierwsze dlatego, że przez tak długi okres USA nie potrafiło wytropić jednego człowieka. Po drugie dlatego, że przez ten czas Al-Kaida właściwie ucichła, a sam „geniusz zła” praktycznie przestał być groźny, kryjąc się jak szczur przed poszukującymi go siłami i odpuszczając sobie nękanie zamachami jankeskiej ziemi. Po trzecie dlatego, że taki wiecznie schowany przywódca nie może skutecznie kierować organizacją, nawet tak skrytą jak „Baza”, więc jego obowiązki zostały w praktyce przejęte przez innych. Po czwarte, świat już nie boi się terrorystów tak bardzo jak na początku wieku, kiedy syn swego tatusia George W. szukał pretekstu do ucieczki od własnej indolencji ekonomicznej oraz do dokończenia dzieła ojca, tzn. ataku na Saddama.
Dochodzi jeszcze kwestia tego, gdzie znaleziono Ibn Ladena. Powszechnie wiadomo, że granica między Afganistanem a Pakistanem jest dziurawa jak sito, a lokalne łańcuchy górskie pełne są wąwozów, jaskiń i tuneli. Pakistan zaś ma być sojusznikiem. W praktyce taki z tego kraju sojusznik jak z Obamy laureat pokojowej nagrody Nobla – głównie tytularny. Co prawda, siły pakistańskie uczestniczyły w akcji, jednak warto się zastanowić nad tym, dlaczego do tej pory Osama mógł tam sobie siedzieć i włos mu z głowy nie spadł. Z drugiej strony, przyjazny albo przynajmniej nie wrogi Pakistan jest Stanom potrzebny, by trzymać w ryzach Iran, więc wielkiego wstrząsu się nie spodziewajmy.

W praktyce zatem wielkiego powodu do radości i dumy nie ma, bo przeciwnik był już nieznaczący. Ani światu od tej śmierci zbytnio nie ulży, ani Al-Kaida się nie rozpadnie. Gdyby zabito go z pięć lat temu, wówczas byłoby się z czego cieszyć, bo wtedy jeszcze terroryzmu ludzie się bali. Teraz… to już trochę musztarda po obiedzie. Zresztą brak tego węża nie wpłynie nawet na politykę zagraniczną czy wewnętrzną USA, gdyż tzw. walka z terroryzmem dawno już przestała stanowić wymówkę dla problemów ekonomicznych tego kraju.

Reklamy
Posted in: polityka, świat