Co za dużo, to niezdrowo

Posted on 22/05/2011 - autor:

8


Mamy w Polsce demokrację i to oznacza, że o władzę konkuruje wiele opcji i można je swobodnie wybierać, przy czym kandydaci ani ludzie już zajmujący stanowisko nie są świętymi krowami i można je krytykować. Krytyka polityczna jest możliwa, a nawet potrzebna, gdyż „wybrańcy Narodu” idealni, delikatnie mówiąc, nie są, przejawiając braki kompetencyjne czy dopuszczając się posunięć wadliwych, nietrafionych, nieprzemyślanych, nieodpowiednich lub po prostu głupich. Trzeba to wskazywać i punktować, niemniej są granice między wskazywaniem wad i niedociągnięć a chamstwem.
Publikując zdjęcia porównujące Prezydenta do prostytutki, geja, pijaka, Stalina itp. czy zamieszczając gry, w których można było uśmiercić Bronisława Komorowskiego, autor strony „antykomor.pl” w moim mniemaniu przegiął i to mocno. OK, można żywić niechęć do specyficznej rubaszności obecnej głowy państwa, można śmiać się z jego wpadek językowych, można nie akceptować jego poglądów – ale można to również wyrażać kulturalnie i merytorycznie. Autorowi nie starczyło klasy czy chęci, żeby powstrzymać się od wytoczenia ciężkich dział, więc teraz odpowie za to karnie. Z drugiej strony, mieliśmy tu do czynienia z co najwyżej durnowatym i prymitywnym podżeganiem do cięższych rzeczy, a już na pewno zniewagą, uczynioną w Necie, czyli publicznie. Podpada to pod przepis art. 135 par. 2 Kodeksu Karnego i ścigane jest z urzędu, a grozi za to kara do 3 lat pozbawienia wolności. Wisienką na szczycie tortu jest w tej sytuacji fakt, iż do mieszkania paszkwilanta wpadło ABW, nie Policja. Nie tylko z tego względu można tu mówić o pewnej niewspółmierności środków do przewinienia.
Nie mając żadnego zamiaru ekskulpowania czy wspierania twórcy antykomora, chciałbym zauważyć, iż „zwykłe” publiczne znieważenie lub poniżenie konstytucyjnego organu RP (w tym premiera, Marszałka Sejmu, Senatu, ministra itd.) karane jest skromniej, bo za to według zapisu art. 226 par. 3 KK można dostać grzywnę, karę ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat 2. W zasadzie nie wiadomo, co stoi za szczególną penalizacją czynu popełnianego na szkodę Prezydenta i wyłączania go tym sposobem z kręgu innych konstytucyjnych organów państwa, również bardzo ważnych i posiadających wielką władzę. Na dobrą sprawę mamy zdublowaną regulację prawną i przydałoby się usunąć dodatkowy przepis.
Taka powielona regulacja istniała jednak od dłuższego czasu, a dopiero treść „antykomor.pl” stała się dla niektórych środowisk politycznych pretekstem do odważniejszego żądania, aby art. 135 par. 2 KK usunąć. Żeby było jasne – nie widząc potrzeby funkcjonowania dwóch przepisów dla jednego przestępstwa, nie traktuję pana Roberta Frycza (jego nazwisko podano w mediach) jako męczennika za sprawę wolności słowa i prawa do krytyki politycznej, bo przypisywanie głowie państwa przymiotu burdelówy jest absolutnie nie na miejscu i w oczywisty sposób znieważa Bronisława Komorowskiego. Dowcip czy satyra też mają swoje dopuszczalne granice i jakkolwiek różnych ludzi te same rzeczy mogą śmieszyć lub bulwersować, to porównywanie do raczej patologicznych i haniebnych profesji czy środowisk te granice zdecydowanie przekracza. Wolność słowa w państwie demokratycznym nie jest absolutna, ale ograniczona przez godność innych ludzi. Niech zatem opozycja nie ustawia się na pozycji obrońcy uciśnionych, bo omawiany „uciśniony” nie jest święty i właśnie ma coś na sumieniu. Prawo do mówienia, pisania i pokazywania czegokolwiek, bez oglądania się na dobro innych i związane z tym konsekwencje grozi anarchią i totalnym brakiem poszanowania praw drugiego człowieka. Na antykomorze tego nie uszanowano i z tego powodu twórcy strony należy się kara. Może i według zbyt ostrego przepisu, ale dura lex sed lex.

A swoją drogą, art. 135 par. 2 KK nie jest jedynym przepisem, który można by usunąć. Można sobie również dać spokój z archaiczną i urągającą neutralności światopoglądowej państwa normą art. 196 KK, czyli obrazą uczuć religijnych. Te bowiem są czysto subiektywne i powinny być sprawą prywatną, zaś wynoszenie ich do rangi dóbr chronionych publicznie nie tyle przyczynia się do ich ochrony, ile stanowi obuch w rękach religijnych fundamentalistów, blokujących dyskusje w kwestiach etycznych i mających problemy ze strawieniem czegokolwiek, co nie mieści się w tzw. chrześcijańskiej moralności.

Reklamy
Posted in: autor, polityka, Polska