Wizyta Obamy – kurtuazja i nadzieje

Posted on 27/05/2011 - autor:

0


Barack Obama w przedostatnim roku swojej prezydentury zrobił sobie małe tournee po Europie. Nie mógł w trakcie takiego wyjazdu pominąć swego największego sojusznika – Polski. Dzisiaj prezydent USA jest u nas i odbywa spotkania robocze. Co z tego wyjdzie i czego się spodziewać, a czego nie?
Cóż, ironia z sojusznikiem ma swój sens, bo w praktyce wypada odwiedzić członka NATO i uczestnika wielu misji militarnych chociaż raz na kadencję. Przyjeżdżając do nas dopiero teraz, Obama pokazuje, że w rankingu polityki zagranicznej USA kraj nad Wisłą trzyma się dosyć nisko, choć nie najniżej. Faktycznie jednak można powiedzieć, że bonusy z tego rankingu mamy cokolwiek słabe w stosunku do miejsca na liście. Między innymi chodzi o wymóg wizowy, co do którego jesteśmy w Europie i najbliższym sąsiedztwie wyspą, wyróżniającą się in minus. Obama obiecał zniesienie wiz, także bezpośrednio nowemu prezydentowi RP Bronisławowi Komorowskiemu, więc zapewne będzie oczekiwanie przypomnienia o tym zobowiązaniu. Problem w tym, że prezydentowi Stanów Zjednoczonych przypisuje się powszechnie za wysokie możliwości w stosunku do rzeczywistości. o wizach (czyli ich utrzymaniu, wprowadzeniu lub zniesieniu) decyduje Kongres i de facto Obama nie ma tu zbyt wiele do gadania, zaś dzięki takiemu hasłu zyskał głosy Polonii. Najprawdopodobniej liczy on na te głosy w wyborach, które już za rok, warto więc już teraz machać ręką do potencjalnego elektoratu. Mniejsza z tym, że nieco na wiwat.
Przy okazji da się znać „sojusznikowi”, że jest on ważny i się liczy. Też na pokaz, bo wiadomo, że ta wizyta to w gruncie rzeczy nic więcej niż ściskanie rąk i wspólne uśmiechanie się. Kurtuazja, gładka gadka i tyle. Temat wiz i rozbuchane nadzieje na jakąś zmianę w tej materii świadczy o tym, że Polska dość mocno powątpiewa w tę przyjaźń polsko-amerykańską, stając się coraz mniej projankeska. Niestety, ci, którzy wierzą w patronat USA nad Polską i jakieś niewiarygodne korzyści, od lat się zawodzą. Przyczyna prosta – Jankesi nie kiwną palcem, dopóki im się to nie będzie opłacać, ani myślą też dawać czegoś za to, co i tak uzyskują za półdarmo. Za często chyba jedziemy na te NATO-wskie misje, za mocno ich wspieramy, bo nauczyli się, że dostaną od nas za samo wyciągnięcie ręki. Dobrze zatem, że to się zmienia, dzięki czemu wspólpraca może stać się bardziej dwustronna. Na przykład odnośnie gazu łupkowego. Z drugiej strony jest to jedna wielka niewiadoma, bo tak naprawdę nikt do końca nie wie, jakie mamy zasoby tego dobra i czy wydobycie w ogóle będzie opłacalne. Uzyskanie technologii wydobycia od USA to zatem piosenka przyszłości.
Jest jeszcze Afryka Północna, omawiana jako jedna ze spraw na Szczycie Europy Środkowo-Wschodniej, na którym gości też Obama. W ramach „roboczego dinera” (słowa naszego Prezydenta) kraje, które jakiś czas temu pozbyły się totalitaryzmów i są młodymi (przynajmniej w porównaniu do USA) demokracjami, wraz ze „starą demokracją” zastanawiają się, jak Europa i Stany mogą pomóc w budowie demokracji w Afryce. Mam przy tym nadzieję, że nie damy się wepchnąć w kolejny kontyngent, chociaż… kto wie…
Oczywiście nie obyło się bez klimatu antywojennego i, co gorsze, kolejnego histerycznego plakatu zwolenników teorii zamachu w Smoleńsku. Po angielsku pytano, czy Rosja zabiła polskiego Prezydenta, domagając się międzynarodowego śledztwa. Po co komu wciąganie innych państw w polsko-polską wojenkę o podłożu martyrologicznym, nawet nie będę się zastanawiał. Temat i tak o wiele za długo zabiera miejsce ważniejszym sprawom.

Przyjechał, zobaczył i wkrótce pojedzie do siebie. Ot, zwykła robocza wizyta, bardziej obliczona na efekt kurtuazyjny niż na konkretne posunięcia w legislacji miedzynarodowej czy krajowej amerykańskiej (wizy). Niektórzy jednak traktują obecność amerykańskiego Prezydenta, jakby zwiastowała ona jakiś większy przełom. Międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej też się nie spodziewajmy. Czekam jeszcze tylko na teksty, że „premier Kaczyński to by wizy załatwił”. Cóż, ani tego nie zrobił, ani to od niego nigdy nie zależało. Ale kto co chce ujrzeć w tej wizycie, to sobie ujrzy…

Reklamy