Zmiana warty w PJN

Posted on 04/06/2011 - autor:

2


Ciężko jest tworzyć swe własne ugrupowanie od niewielkiego poziomu, bo posiadanie w swoim składzie na wejściu parunastu posłów krajowych i europejskich trudno określić „zaczynaniem od zera”. Niemniej ordynacja wyborcza, ustanawiająca klauzulę 5% głosów w skali kraju, dość skutecznie utrudnia życie partiom małym lub lokalnym, przynajmniej jeśli chodzi o start do Sejmu. Trzeba kombinować, walczyć, promować się i pokazywać.
Pod tym względem PJN ma nieco lepszy pomysł na siebie niż wykreślona już za braki w sprawozdaniach finansowych partia Palikota. W praktyce, co trochę niezbyt miłe dla demokracji obywatelskiej w rozumieniu komórkowym, budować ugrupowanie od góry niż od dołu. Góra przynajmniej nie pozwala o sobie tak zapomnieć. Kiedy palikotyści wyłaniali władze krajowe, w zasadzie głównie na jego blogu było o tym wiadomo, natomiast ogólnopolskie media mówią o kongresie PJN i nowym szefie, którym został Paweł Kowal. Decyzja trochę dziwna, bo lepiej, by prezes był bezpośrednio w kraju i tu zajmował się sprawami związanymi z przywództwem frakcji, ale co ja tam wiem, a poza tym go wybrano. Zresztą Kowal zapowiedział, że nie wyklucza startu w jesiennych wyborach.
Przede wszystkim dziwi fakt, iż dotychczasowa liderka partii nie zdecydowała się wystartować, a Kowal był jedynym kandydatem. Chyba powszechnie liczono na to, iż Kluzik-Rostkowska okaże więcej ambicji. Jak zwykle z PiS-u padają frazy o przygotowaniu do zwinięcia żagli i startu z list PO. Fakt, powszechnie wątpi się, łącznie z niżej podpisanym, iż PJN nie przekroczy progu wyborczego, ale to jeszcze nie powód, by odmawiać komuś chęci wyjścia „na swoje”. Z jednej strony mamy do czynienia z ludźmi nie tak wcale dawno odpowiedzialnymi za kreowanie wizerunku PiS, a na chwilę obecną usiłującymi ustawić się nie-do-końca-w-opozycji do dwóch głównych sił politycznych w tym kraju – co, moim zdaniem, jest zjawiskiem szkodliwym, bo doprowadza do skostnienia i ideologizacji sceny politycznej. Z drugiej strony, Kluzik-Rostkowska czy Kowal byli ludźmi niepasującymi do wiernopoddańczego i sekciarskiego image’u swojej dawnej partii, nie tylko z powodu mniejszej spolegliwości wobec prezesa K., ale też wrażenia, że poza umiejętnością kłaniania się Kaczyńskiemu posiadają również jakieś inne, przydatne z punktu widzenia dobra wyborcy.
Kluzik-Rostkowska z Grażyną Gęsicką i Aleksandrą Natalli-Świat mogły odpowiadać za bardziej ludzki, spokojny i merytoryczny wizerunek PiS – mogłyby coś zrobić, gdyby to nie była tylko fasada, obliczona na odwrócenie uwagi od pustego, agresywnego, betonowego oszołomstwa bijącego od pisowskich jastrzębi. Z Kowalem jest podobnie, ale mniejsza z tym, bo tak naprawdę dalej na świeczniku mediów jest była liderka. Kluzik-Rostkowska jeszcze za swych czasów w rządzie stała w ewidentnej opozycji wizerunkowej do Anny Kalaty, która wykazała się głównie korzystaniem z usług wróżki i zapewnianiem dostatniego życia wizażystce. Oczywiście, trudno na parę miesięcy przed wyborami rzucać jakieś pomysły w postaci projektów ustaw, ale można zacząć te projekty tworzyć. Korzystając z możliwości wypowiedzenia się jako grupa posłów i z faktu, że ktoś ich w dalszym ciągu słucha, można… po prostu mówić. Ustosunkowywać się merytorycznie do pomysłów większych rywali, wskazywać niedociągnięcia, ale PRZEDE WSZYSTKIM WYSUWAĆ ALTERNATYWY. Bez innych rozwiązań to może każdy kmiot krytykować, ale chyba nie o krytykę tu chodzi, a o osiągnięcie czegoś. Z pustym krytykanctwem mieliśmy do czynienia ze strony innych przedstawicieli opozycji, a szansa kluzikowców w tym, że pokażą, iż reputacja ludzi, którzy coś mają w głowie i co nieco potrafią, nie jest jedynie pozostałością pisowskich sloganów. Oto ich czas.

Reklamy
Posted in: polityka, Polska