Druga debata

Posted on 09/09/2011 - autor:

1


Dzisiaj polscy politycy rozmawiali o polityce zagranicznej. W spotkaniu, prowadzonym przez Monikę Olejnik, uczestniczyli Radosław Sikorski (PO), Marek Siwiec (SLD), Paweł Kowal (PJN) i Jarosław Kalinowski (PSL). Nikogo z PiS-u tradycyjnie nie było. Cóż, mała strata i nie nowina, że i w tym ważnym temacie poza emocjonalnymi sloganami i skrótami myślowymi partia prezesa nie ma wiele do zaoferowania.

A dzisiaj było ciekawiej niż ostatnio. Więcej tematów, o różnym stopniu ważności, przy tym starcie wyglądało na bardziej wyrównane, bo i zawodnicy dobrze znali się na rzeczy. Może poza Kalinowskim, ale i on potrafił pokazać, że nie wypadł sroce spod ogona. Więcej niż poprzednio było wątków, pytań, głosów wyjaśnienia. I nie było haseł typu „dyplomacja na kolanach” czy „twarda polityka zagraniczna”, będących w zasadzie prostymi i drażniącymi frazesami, podnoszącymi ciśnienie i tworzącymi niepotrzebne szufladki myślowe. Dziś obyło się bez szufladek.

A troszkę okazji było, by wzburzyć krew frazesami, bo pierwszy temat dotyczył katastrofy smoleńskiej. Drugi – tzw. Unii dwóch prędkości. Była mowa i o Afganistanie, i Iraku, i Euro, i gazie łupkowym, i Ukrainie, i Unii, też o Autonomii Palestyńskiej. Zgodnie z powiedzeniem „nieobecni nie mają racji”, rozmówcy w sumie krytycznie podsumowali PiS i Fotygę. Mocno od PiS-u, ciężko powiedzieć czy do końca serio i szczerze, czy też trochę na pokaz, odcinał się przedstawiciel PJN, non stop dwoma palcami prezentując „V” lub „dwójkę” jako numer listy wyborczej. Reprezentant SLD popisywał się iPadem i wiadomościami z Wikileaks, ludowiec koncentrował się na kwestiach ekomonicznych, a urzędujący minister podsumowywał czas swojego urzędowania. I może trochę różnic zdań było, nierzadko z ostrzejszymi wymianami poglądów, ale zadęcia ideologicznego niewiele.

Ogólne wnioski? Jakoś wszyscy chcą dyskutować o dyplomacji razem i razem ustalać jej kierunki, w porozumieniu , a nie w kłótni, ale wychodzi to różnie. Można porozmawiać spokojnie, kulturalnie i merytorycznie, inna jednak sprawa, jak to będzie wyglądać bez kamer i przy poważnym ustalaniu stanowisk, choćby w kwestii członkostwa w ONZ dla Palestyny czy kontyngentów wojskowych. Da się wymieniać poglądy bez blokujących racjonalną dyskusję zarzutów o „białą flagę” czy takie tam, bez ideologii, eskalacji emocji, oskarżeń czy intelektualnych obuchów. Można i trzeba rozmawiać. Niestety, jeśli się od tego ucieka, to jedynka jako numer listy będzie znaczyć głównie tyle, że ludzie częściej przewrócą kartki na arkuszu wyborczym, by znaleźć innego kandydata. Takiego, którego ugrupowanie chociaż stara się pokazać, że ma coś konkretnego do przekazania, w tym rozsądne wizje i plany.

Reklamy