Zmiana warty?

Posted on 10/10/2011 - autor:

4


Oprócz niebywałego (bo jeszcze w historii Polski nie było takiego wydarzenia, aby po wyborach utrzymać władzę) sukcesu Platformy Obywatelskiej zwraca uwagę sukces Janusza Palikota i jego ugrupowania. Już po pierwszych wynikach sondażowych widać było, że to nie będzie mały klubik czy nawet koło poselskie, pałętające się gdzieś tam z boku Sejmu i wpływ na decyzje izby mające praktycznie żaden. Palikot jest na fali, on jest wygranym tych wyborów, on równie dobrze może zostać wicepremierem, bo potencjalnie ma za sobą siłę wystarczającą do zostania koalicjantem. Warto zastanowić się nad rolą palikotowców w Sejmie, którego zaprzysiężenie nastąpi już za parę tygodni. Lider tej formacji uzyskał wystarczające sejmowe poparcie, by założyć klub poselski. Co oprócz tego?
Palikot, występujący jako lider swojego ugrupowania, jest niewątpliwie daleko bardziej wyrazisty i charyzmatyczny niż Grzegorz Napieralski. Szef Lewicy, któremu niedługo najpewniej dane będzie pożegnać się z pełnioną funkcją, też w sumie grał na siebie, ale dla macierzystej frakcji niewiele z tego wynikało pozytywów. Czasem wręcz przeciwnie, bo odpychające i sztuczne było to lansowanie się z córkami czy inne marketingowe gierki. Dla odmiany Palikot, znany jeszcze i pamiętany z niekonwencjonalnych zagrań, a miejscami wygłupów, jest autentyczny i szczery. Mówi to, co myśli, nie to, co mu akurat pasuje czy jest korzystniejsze. O ile Palikot ma zadatki na prawdziwego działacza społecznego, to lider SLD swoją prezencją, w której jest coś nieodparcie oślizłego, bardziej w moich wyobrażeniach pasuje do roli sprzedawcy używanych samochodów czy innego nieco szemranego cwaniaczka. Po prostu jest w nim coś takiego, przez co nie jestem w stanie zaufać mu do końca. I po wynikach wyborczych widzę, że nie jestem odosobniony w tej kwestii.
Lewica od czasu do czasu wyskakiwała z pomysłami, które chyba bardziej miały stanowić działanie dla poprawy wizerunku lub zakłucia w bok radykalnych prawicowców niż rzeczywistej zmiany prawa w Polsce. Nie widać w tym prawdziwej chęci, idei, o realnych krokach już nie wspominając. W kwestiach ideologicznych Palikot uderza znacznie mocniej, ostro domagając się rozdziału Kościoła od państwa. I takich postulatów oczekiwałem od Lewicy (bo od kogo), ale znowu pojawia się wrażenie, że nawet niemrawe podejścia do spraw aborcji czy tym podobnych są bardziej kunktatorskie niż realnie programowe. Jeśli chodzi o poszanowanie konstytucyjnych zapisów o neutralności światopoglądowej państwa, to zaznaczam, że przez lata 2001-2005 SLD, znacznie bardziej wyrazista niż obecnie (bo z Millerem u steru), będąc u władzy, zmarnowała szansę i nie zrobiła praktycznie nic w sprawie.
Jeśli chodzi o kwestie ekonomiczne, znowu uporczywie (ale nieudolnie) lansowane państwo opiekuńcze traci wobec liberalnych wizji Palikota. W programie wyborczym Lewicy jest sporo o ulgach, zniżkach, dotacjach, dodatkach, ale praktycznie nie słychać, skąd wziąć te pieniądze na to wszystko. Obiecać może każdy, natomiast znalezienie środków to prawdziwe zadanie dla rządzących, zwłaszcza w obliczu trudnych finansowo czasów i tzw. problemu zbyt krótkiej kołdry. SLD Napieralskiego w zasadzie nie odpowiada na pytania, komu zabrać, by dać komu innemu, generalnie uciekając od najistotniejszych wyzwań, przed jakimi staje każdy rząd. Poza tym Napieralski zdołał parokrotnie zebrać cięgi w kwestii wiedzy ekonomicznej, choćby od ministra Rostowskiego. Wniosek, że program Lewicy to zbiór dobrze brzmiących, ale mało realnych, ponadto bardziej życzeń niż planów, nasuwał się sam. Palikot nie szalał z obietnicami gospodarczymi, bo i po co.
W praktyce doszło do starcia dwóch lewicowych ugrupowań – tego, co usiłuje prezentować wizję państwa opiekuńczego, oraz tego, co oferuje obraz kraju otwartego ideologicznie i światopoglądowo. Pierwsza już się opatrzyła, druga jest zagadką. W praktyce partie te wyglądają obok siebie jak starość i młodość, zima i wiosna. Jedna jest skostniała, niemrawa i pozbawiona tej siły i energii, która aż emanuje z tej drugiej. Po pierwszej nikt się zbyt wiele nie spodziewa, druga jest nadzieją i szansą. Zakładając, że utrzyma młodzieńczą butę i zapał, nie gubiąc po drodze nic ze swej ostrości. Palikot ma obecnie spory kapitał społeczny i duży kredyt zaufania, zwłaszcza u młodych. Będzie on musiał się starać w dwójnasób, by tego nie zaprzepaścić i zwyczajnie nie skopać. Ale sam tego chciał.
Na dobrą sprawę mamy zmianę warty, wymianę pokoleń. To naprawdę wygląda tak, jakby przychodziła na scenę polityczną nowa, prężna i harda lewica, klepiąc w ramię starą i zasiedziałą, mówiąc jej „Nasza kolej”. Nie jest też do końca tak, że „stara lewica” nie jest nikomu do niczego potrzebna. Państwo do pewnego stopnia pomagające obywatelom też jest potrzebne, pewne minima socjalne być muszą. W SLD jest trochę ludzi, którzy mają łeb na karku, działają z pożytkiem dla kraju i mogą jeszcze sporo zrobić. W sumie te osoby tracą na szyldzie partyjnym. W tym miejscu wymienię choćby Ryszarda Kalisza czy Elżbietę Zakrzewską. Do tego pierwszego Palikot wprost wyciąga rękę, zachęcając go do przejścia do siebie. Kalisz na razie prezentuje sympatię, ale przechodzić nie zamierza – być może ostrzy on sobie zęby na miejsce po Napieralskim. Szczerze mówiąc, daleko bardziej na stanowisku przewodniczącego Sojuszu pasuje mi solidnej postury adwokat niż dotychczasowy lider. Sądzę, że Kalisz może mocno przemodelować i poprawić to, co jest dzisiaj miałką i rozmytą ideowo spadającą gwiazdą. Kalisz po prostu gra na siebie i w tej chwili życzę mu powodzenia.

A na horyzoncie majaczy inna szansa na zmianę warty. Zmianę, nie dobór trzeciego, trójka PO-PSL-RP może bowiem natknąć się na poważne trudności w dojściu do kompromisu, co grozi rozpadem. Poza tym sama PO woli jednego od dwóch koalicjantów.Platforma, ustami Grzegorza Schetyny, zarzeka się, że pierwszym partnerem koalicyjnym jest PSL. Z jednej strony to zrozumiałe, bo przez cztery lata koalicja trwała i trzymała się dobrze, a ponadto Stronnictwo ciepło wypowiada się o współpracy i pragnie ją kontynuować. Z drugiej jednak strony, ludowcy nie pozwalają na poważnie ruszyć KRUS-u, a ta i wiele innych ważnych reform to cel możliwy do zrealizowania w parze z Palikotem, który również jest przychylnie nastawiony do swej byłej frakcji. Palikot może być trudniejszym, bardziej krytycznym i bardziej wymagającym sojusznikiem, niemniej jego ugrupowanie daje większą szansę na reformy, na postęp, zaś ludowcy kojarzą się bardziej z konserwatyzmem. A już na pewno nie zechcą ruszyć kleru i jego pozycji. Biorąc pod uwagę fakt, iż ilość szabel, jaką dysponować będzie Palikot, jest dosyć zbliżona do wyniku PSL (o ile nie większa), a każda z tych partii w połączeniu z Platformą pozwoli osiągnąć sejmową większość, to może jednak czas poważnie zastanowić się nad wymianą koalicjanta?

Samo to, że już w debiucie jako samodzielny lider Palikot może być rozważany jako partner do rządzenia, pozwala mu zasłużenie cieszyć się z sukcesu. Wkroczył on na polityczną scenę z przytupem i na nią z przytupem powrócił, a jego wynik pozwala mu na więcej niż bycie egzotycznym dodatkiem do wielkich polskiej polityki. Zakładając, oczywiście, że nie spuści on programowo z tonu, a kuriozalne happeningi są już dawno za nim. Jak to będzie? Zobaczymy.

Reklamy
Posted in: polityka, Polska