Ludzie premiera

Posted on 17/11/2011 - autor:

0


Miało to nastąpić dopiero po Nowym Roku (ze względu na prezydencję), ale z racji sprzeciwu głowy państwa nowy rząd wyłonił się szybciej. Umowa koalicyjna jest dalej aktualna (czyli nie trzeba zawierać nowej), więc koalicja PO-PSL dalej będzie rządzić. Premier jest znany, oprócz niego w skład rządu wejdzie 18-tu ministrów. Ośmioro starych, dziesiątka nowych. Jutro expose.
Podobno ma być to nowy rząd na trudne czasy, bo takie z pewnością nas czekają. Dług publiczny nie zmniejsza się, a budżet rok w rok zamyka się deficytem. Biorąc pod uwagę fakt, iż praktycznie cała Europa, a zwłaszcza część „obdarzona” wspólną walutą, będzie dołować i ratować się przed recesją, nie oczekujmy ekonomicznych fajerwerków. Zostają z poprzedniej kadencji: minister gospodarki i wicepremier – Waldemar Pawlak, minister spraw zagranicznych – Radosław Sikorski, minister finansów – Jacek Rostowski, minister kultury – Bogdan Zdrojewski, minister rolnictwa – Marek Sawicki, minister rozwoju regionalnego – Elżbieta Bieńkowska, minister nauki i szkolnictwa wyższego – Barbara Kudrycka, a także minister obrony narodowej – Tomasz Siemoniak. Reszta została wymieniona, przy czym niektóre z nazwisk są ciekawe i dobre, inne zaś świadczą o tym, że pewne rzeczy musiały ustąpić pola politycznym kalkulacjom. Inaczej bowiem nie da się potraktować wręczenia teki resortu sprawiedliwości człowiekowi, który oprócz silnego zideologizowania, nie może się pochwalić praktycznie niczym przydatnym do szefowania wymiarowi sprawiedliwości. Ani bowiem wykształcenia (doktor filozofii), ani doświadczenia, ani tym bardziej autorytetu w środowisku prawniczym, u Jarosława Gowina nie uświadczysz. Zupełnie przeciwnie niż u poprzedniego ministra, o którym nawet „twarda” opozycja nie była w stanie powiedzieć zbyt wiele złego.
Arłukowicz jest lekarzem i ma poukładane w głowie, zatem na stanowisko ministra zdrowia nadaje się, choć trochę szkoda solidnej minister Kopacz. Boni jako minister od administracji i cyfryzacji też może się dobrze spisać. Minister spraw wewnętrznych, Jacek Cichocki, ma kompetencje predestynujące go znacznie bardziej do spraw zagranicznych, ale na kraj też jest OK. Joanna Mucha – to nie tylko piękna kobieta, ma ona też doktorat z nauk ekonomicznych. Pytanie, czy udźwignie resort sportu, zwłaszcza z dalej istniejącą zapaścią w futbolu i wielkim turniejem na horyzoncie. Marcin Korolec – minister środowiska – prawnik, z doświadczeniem w sferach okołorządowych – zobaczymy. Władysław Kosiniak-Kamysz (minister pracy) – młody (30 lat) absolwent medycyny – też do sprawdzenia. Krystyna Szumilas jako szefowa MEN – nauczycielka z dodatkowymi studiami z zakresu prawa samorządu terytorialnego, zarządzania oświatą, zarządzania zasobami ludzkimi oraz informatyki. Kompetencje są. Sławomir Nowak jako minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej – nienajgorzej, ale przede wszystkim to po prostu zaufany człowiek. Tomasz Arabski jako szef Kancelarii PRM i przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów – też wszystkim znany i zaufany. Agnieszka Kozłowska-Rajewicz jako pełnomocnik rządu ds. równego statusu będzie raczej lepsza niż poprzedniczka, której służalczość wobec kleru była parokrotnie przedmiotem sensacji medialnych i kpin. Mikołaj Budzanowski – historyk jako minister Skarbu Państwa to pomysł poroniony, przynajmniej moim skromnym zdaniem. Pewne doświadczenie w administracji i Departamencie Skarbu Państwa to trochę mało, z drugiej strony Grad nie miał wiele więcej. Może mu wyjdzie.
I ten nieszczęsny Gowin. Człowiek chyba najbardziej kościółkowy z całej Platformy, a przynajmniej z obecnego rządu. Jako doktor filozofii kontakt z prawem miał sporadyczny, a z funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości czy poszczególnych zawodów prawniczych jeszcze mniejszy. O ile się nie mylę, jest to jeden z głównych orędowników tzw. otwarcia zawodów prawniczych i wprowadzenia „doradców prawnych”, czyli ludzi, którzy pod względem kompetencji i fachowości (bez aplikacji, tzw. „prostsze sprawy” – czyli Sądy Rejonowe) czy odpowiedzialności (brak jakiegokolwiek samorządu zawodowego, odpowiedzialności dyscyplinarnej, sformalizowanej etyki zawodowej czy ubezpieczenia działalności) są wobec adwokatów i radców prawnych tym, czym cyrulicy wobec lekarzy. Samo lansowanie tego projektu może być podejmowane chyba tylko przez kogoś, kto nie ma bladego pojęcia o faktycznej sytuacji we wskazanych branżach. Dodatkowo mocne zabarwienie ideologiczne jego poglądów jaskrawo kłóci się z prawie każdym poprzednim szefem tego resortu, gdyż dobrą praktyką było powoływanie nań ludzi bardziej neutralnych i wyważonych światopoglądowo. Przy Gowinie spodziewajmy się zdecydowanego oporu w kwestii np. zniesienia zakazu obrażania uczuć religijnych czy innych wskaźników rozdziału kościoła od państwa. Przypomnieć zresztą należy, że poprzednik ministra Kwiatkowskiego, Andrzej Czuma, był tylko nieco lepiej predestynowany do tej funkcji, którą obecnie pełni Gowin, gdyż magistrem prawa jednak był, ale dobre parędziesiąt lat temu, przez co ten dyplom miał wartość głównie muzealną. I on pożegnał się z resortem dosyć szybko, między innymi przez brak fachowości. Gowin, jako człowiek Schetyny, trafił do rządu chyba na osłodę za wykluczenie numeru 2 w Platformie ze składu Rady Ministrów. Wolałbym, by kwestie politycznej gry sił nie powodowały, że tekami wymagającymi jednak pewnej wiedzy zarządzali ludzie bez odpowiednich kompetencji. Jak dla mnie kpiną jest tekst premiera, że brak związku ze środowiskami prawniczymi będzie dla Gowina zaletą, nie wadą. A „pozytywna szajba” jak na razie przejawia się w ideologicznym zacietrzewieniu i silnym oporze wobec rzeczy, które panu posłowi nie mieszczą się w katolickim rozumowaniu i obrazie świata.

Cóż, mogło być gorzej, ale to prawnicy otrzymali największy cios i policzek od premiera, bo na szefa swego resortu dostali dyletanta z „wizją”, a to wskutek politycznych tarć i walk w Platformie. Nie można było po prostu dać Schetynie jakiegoś ministerstwa, a zostawić Kwiatkowskiego? Oby kadencja Gowina nie wyglądała jak wizyta słonia w składzie porcelany, choć po prawdzie tak może być. Rząd na trudne czasy? Skoro i bez nieodpowiednich ludzi są one trudne, to po co pogłębiać trudności?

Reklamy
Posted in: polityka, Polska