Słabość w różnorodności

Posted on 22/02/2013 - autor:

0


Partie miewają różne skrzydła, zwłaszcza jeśli są spore. Macha się na zmianę tymi skrzydłami, kiedy chce się osiągnąć raz taki cel, raz inny. W zależności od partyjnego przekazu i wizerunku samych „skrzydłowych” wychodzi to mniej lub bardziej naturalnie i wiarygodnie. Raz ktoś tam jest eksponowany w mediach i forowany w grupie, raz ktoś inny. Grunt by wszystko w miarę trzymało się kupy. I by wiadomo było, kto jest na czele.

Czy to zmęczenie materiału, czy wyjście na jaw faktycznych różnic, do tej pory niewidocznych – dość że w Platformie ten układ zaczął się sypać. Nie pomogło usadowienie Gowina na wysokim stołku, czy też tolerowanie jego żenujących wpadek, ukazujących, jak bardzo nie nadaje się on na Ministra Sprawiedliwości. Gowin, jaki jest i był, każdy zresztą widział, konserwatywny do szpiku kości, a u nas świat jakby wolniej szedł do przodu, przez co polskiemu konserwatyście bliżej do katolickiego taliba niż członka brytyjskiej CP. O poziomie kultury politycznej już nie wspomnę, bo idzie się załamać. Ostatnio zresztą widzieliśmy, jak kierowani „miłością bliźniego” prawicowcy mieszali z błotem szczęście ludzi niepasujących do katolickiego wzorca. Przy okazji Tusk zaryzykował swoim autorytetem i katalibowie zagrali mu na nosie. Swoje powiedziała (szczerze i słusznie) Agnieszka Holland, skrytykował ją w prymitywny sposób poseł Niesiołowski (również znany z czapkowania klerowi), jeszcze wcześniej do pieca dołożył Gowin i premier się wkurzył.

Ponownie robione są projekty w sprawie związków partnerskich, jeden umiarkowanie konserwatywny (liberalny jak na PO) Dunina, drugi – prawdziwie konserwatywny – rozważa łaskawe rzucenie konkubinatom kilku skromnych ochłapów i namiastek formalizacji, tak aby się uciszyli chwilowo. Wyszły urazy i okazało się, że Platforma jest za mała, by jednocześnie i bez zgrzytu funkcjonowali tam: lider faktyczny Tusk i lider konserwatystów Gowin. Było słowne starcie, a prawe skrzydło usłyszało, że albo projekt Dunina poprą, albo mogą sobie szukać miejsca poza partią. Jak Jan Rokita, który tyle podskakiwał, aż obudził się z dala od ugrupowania.

Oczywiście że zapachniało wodzostwem, ale też refleksją uczynioną poniewczasie. Gowin do Platformy nie trafił przecież przypadkiem, tylko ktoś go tam wciągnął i stworzył mu warunki do funkcjonowania, ktoś pozwolił mu wyrosnąć, okrzepnąć i nawiązać znajomości. Tusk chciał jednocześnie zjeść ciasteczko i je mieć, tj. łasić się do wyborców liberalniejszych pewnymi pomysłami, a zarazem niewiele robić w kierunku ich urzeczywistnienia, co satysfakcjonowało konserwatystów. Wystarczyło jednak, że pojawiło się prawdziwe pole do konfrontacji, a łączenie ognia z wodą okazało się mitem. Na konfrontację zanosiło się i do niej doszło, a żaden z oponentów nie zamierza ustępować. Tusk musi udowodnić swoją siłę i zdolność do dalszego liderowania, Gowin zaś broni jak źrenicy oka prawa do głoszenia własnych poglądów. Tych samych, które po katolicku dyskryminują całe grupy osób i traktują ich jak gorszy rodzaj człowieka.
Nie oszukujmy się przy tym, Platforma była liberalna kiedyś, teraz jest łagodnie konserwatywna, a to oznacza, że ani na istotne światopoglądowe zmiany (idące de facto za wskazaniami nauki), ani na rewizję podejścia wobec pozycji katolicyzmu i kleru w państwie (czyli na wstanie z kolan) nie ma co tak naprawdę liczyć. Nie chodzi tu zresztą o realne aspiracje czy idee, dające się przekuć na rozwiązania prawne, ale o poparcie. Tusk zauważył, choć późno, że zbyt silne skrzydło prawicowe osłabia wizerunkowo jego i Platformę, grożąc istotnym uderzeniem w wyborcze słupki. Czas pokaże, czy nie nazbyt późno. i czy w końcu wyborcy nie znajdą innego podmiotu, na którego mogliby głosować przeciw PiS.

Czas pokaże też, czy konserwatyści odejdą w liczbie wystarczającej, by mogła Platformą zachwiać. Nie obawiałbym się o to, czy te osoby mogą być języczkiem u wagi „projektu Gliński”, bo nawet gdyby 46 osób więcej poparło wniosek PiS, to i tak rozbije się on o Platformę, SLD i Ruch Palikota. Gorszym skutkiem byłby rząd mniejszościowy, ale i to da się jakoś opanować. Nie jest zresztą takie pewne, czy ryzyko wyjścia z PO byłoby do przyjęcia dla większości z kozaczących prawicowców, bo jednak zrobiło się goręcej i bezpieczeństwo mandatu może przeważyć. A może pora na dobre odciąć radykalnie prawicową grupę i skręcić bardziej d centrum, albo i nawet na lewo? Prawdziwie konserwatywni wyborcy i tak zagłosują na PiS, daleko bardziej czapkujący klerowi i mający lepsze stosunki z głosami radykalizującego się duchowieństwa niż Platforma. Prawicowa półka i tak jest przeładowana, a ludzie mogą szukać czegoś nowszego. To kiedy cięcia?

Reklamy
Posted in: polityka, Polska